stat4u
poniedziałek, 23 listopada 2009
Spotkanie z Zadrą w Słubicach

W czwartek 26 listopada zacznie się w Słubicach Akademicki Kongres Feministyczny. Dokładny program można przeczytać na stronie Pracowni Krytyki Feministycznej, którą prowadzi Agnieszka Gajewska (publikująca m.in. w jakim piśmie? Kto zgadnie? Dla ułatwienia powiem, że nazwa zaczyna się na „Z” i że nie jest to „Zycie na gorąco”). 27 listopada w piątek o godzinie 20 zapraszamy na pierwsze jubileuszowe spotkanie z „Zadrą” przy lampce wina. Spotkanie odbędzie się w Collegium Polonicum.

Uważna czytelniczka zadrzanych „call for papers” (wołań o papiery ;-) miałaby święte prawo do zdziwienia: bo jak to, „Zadra”, której zależy na tekstach napisanych luźno, lekko, swobodnie i zrozumiale, a broń Boże nie akademicko, która wyrzuca za redakcyjne okno przypisy, bibliografie, paradygmaty lakanowskie oraz heteronormatywy i performatywności – zaprasza na lampkę wina właśnie w ramach Akademickiego Kongresu Feministycznego??? Czyżby druga dekada pisma miała przebiegać w żelaznym uścisku Judith Butler i jej kompanów i kompanek? Otóż nie, bynajmniej. Słubicki kongres akademiczek to świetna okazja do spotkania się z wieloma autorkami „Zadry”, bo będą tam i takie osoby, które w „Zadrze” publikowały dawno, i takie, które współpracują z nią „uporczywie”. Z samego programu wynika, że będą to m.in. organizatorka Kongresu dr Agnieszka Gajewska, dr Beata Kowalska (z którą spotkamy się już w samochodzie z Krakowa do Słubic :-)), dr doc. hab. Małgorzata Radkiewicz, też z Krakowa, współjurorka Feministycznej Nagrody Literackiej im. Narcyzy Żmichowskiej, dr Bernadetta Darska, dr Agnieszka Mrozik, prof. Inga Iwasiów, Natalia Sarata, prof. Magdalena Środa, dr Elżbieta Korolczuk. A ile prof. autorek zadrzanych tekstów będzie wśród dr publiczności? Prawdopodobnie całe doc. hab. tłumy. Kto nie skorzystałby z tak miłej dr okazji towarzysko-edukacyjnej? Już teraz zapraszam do obejrzenia prof. fotoreportażu z zadrzanego spotkania przy lampce doc. wina.

czwartek, 19 listopada 2009
Jest już jubileuszowa Zadra

ZadraJubileuszowa „Zadra” wyszła właśnie z drukarni i jest w drodze do Empików i salonów prasowych Kolportera. Numer 40/41 otwierają trzy rozmowy: o 20 latach klinczu polskiego feminizmu i demokracji, o Kongresie Kobiet Polskich i o lesbijskim kabarecie Barbie Girls. Kto chce wytknąć nos poza polskie sprawy, znajdzie interesujące teksty o kobietach i feminizmie w Turcji, kilku krajach afrykańskich i na Białorusi. Publicystki i publicyści „Zadry” przypominają w swoich artykułach postaci zmarłych niedawno Piny Bausch i Jadwigi Żylińskiej (która publikowala w pierwszych numerach „Zadry”), oceniają z perspektywy ostatnich 10 lat polskie kino, opowiadają o prawosławnej bogini Sofii, o współczesnej pustelniczce szwajcarskiej, o prezentowaniu feminizmu osobom starszym na Uniwersytecie Trzeciego Wieku, o silnych „ślonskich dziołchach” i amazonkach, o meandrach feminizmu i o hiper-skromności kobiet w czasie rozmów z pracodawcami. Matka Bolka zaskakuje krytyczną poezją („Ódka do feminizmu polskiego” – „O feminizmie polski, odwieczne niemowlę!”).

Z jubileuszowego wstępniaka: (…) od trzech lat pismo ukazuje się siłami naszego – autorek/autorów i redakcji –   wspólnego entuzjazmu, a w dodatku grono autorek/ów zadrzanych tekstów wciąż się powiększa. Gdyby nie ta wspólna praca, wykonywana bez oglądania się na kołacze, nie byłoby teraz 10-lecia Zadry. Nie byłoby go także bez Czytelniczek i Czytelników, którzy od 10 lat sa wiernymi odbiorczyniami i odbiorcami feministycznego pisma, tym samym potwierdzając jego sens. (...)

Dziesięć jubileuszowych uścisków!

Redakcja

środa, 18 listopada 2009
Zadra i Gender

Lista dyskusyjna Gender jest o rok starsza od „Zadry”, powstała w czerwcu 1998 roku. Po 11 latach od swojego powstania jest już zjawiskiem z lekka muzealnym – wobec takich możliwości szybkiej komunikacji w internecie jak komentarze pod artykułami na portalach, fora, komunikatory itp. Na Gender wciąż jest zapisanych ok. pół tysiąca osób. W „Zadrze” zredagowane i skrócone nieco dyskusje z Genderu zaczęły się pojawiać już od drugiego numeru. „Październik miesiącem parytetu” – taki był temat pierwszej dyskusji przedrukowanej w „Zadrze”. „Papież przeprasza kobiety” – o tym Gender dyskutował chwilę później. Prawie wszystkie dyskusje z listy Gender można przeczytać na stronach eFKi.

Gender był i jest ważny dla „Zadry” także dlatego, że to właśnie tutaj ujawniały się raz po raz wysokich lotów talenty publicystyczne. Dość powiedzieć, że jedna ze stałych współpracowniczek „Zadry”, autorka „Trzech kolorów Bogini”, Anna Kohli, przywędrowała do „Zadry” właśnie z Genderu, podobnie jak Agnieszka Madej-Anderson, Iwona Stefańczyk, Dorota Czajkowska-Majewska, Magdalena Fręś, Agnieszka Kajrukszto, Marta Spychalska – to tylko kilka przykładów. Dzisiaj lista Gender jest często źródłem, z którego czerpią zadrzane Brawa i Gwizdy. No i osoby zapisane na Gender informację o ukazaniu się nowej „Zadry” dostają zawsze jako pierwsze. Kochana listo, jeśli to czytasz – pozdrawiamy, ściskamy i tęsknimy. Słoiczki z konfiturą z róży wyślemy w załączniku.

Koszulka z feminizmem i kwasem

rewaZnacie-pamiętacie historię z koszulką „Więcej feminizmu, mniej kwasu solnego”? Pod koniec roku 2001 biskup Pieronek skomentował Izabelę Jarugę-Nowacką (która opowiadała się za zmianą restryjcyjnej ustawy aborcyjnej) słowami: „To jest beton, na który nawet kwas solny nie pomoże”. Zawrzała w nas feministyczna krew. Oczywiście, biskup to biskup, w Polsce osoba na takim stanowisku może sobie opowiadać bezkarnie, co mu ślina na język przyniesie, ale zaprotestować trzeba.

We wstępniaku do dziesiątego numeru „Zadry” pisałam o tym tak: „Okazało się w ciągu ostatnich tygodni i miesięcy, że pełnomocniczka rządu do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn nie ma z rządem łatwego życia. Wystarczy, że wypowie kilka konkretnych zdań, a biednemu rządowi już robi się czarno przed oczami. Refren ogranego szlagieru poucza nas, że do tanga trzeba dwojga – tyle, że trudno to tango tańczyć, gdy tancerz upiera się prowadzić w rytm muzyki sakralnej.

Dalej wypadki potoczyły się w błyskawicznym tempie. Biskup Pieronek był uprzejmy wypowiedzieć się o "feministycznym betonie, na który nawet kwas solny nie pomoże". Przeciwko temu pogardliwemu, aroganckiemu sformułowaniu zaprotestowały feministki. Zostały za to zbesztane i obśmiane w "Gazecie Wyborczej". Wiele z nas chwyciło się wtedy za głowę, nie wierząc własnym oczom, sprawdzając co chwila nerwowo, czy to rzeczywiście komentarz "Wyborczej" czy może "Naszego Dziennika". Na szczęście red. Helena Łuczywo opublikowała krótko potem swój słynny już w w hurra-feministycznych kręgach "kultowy" komentarz do kwestii biskupa od betonu. Ostatnie zdanie komentarza – "Dlatego apeluję pogodnie: więcej feminizmu, mniej kwasu solnego!" – znalazło się na koszulkach z radosną pomarańczową feminką (patrz okładka „Zadry”.) Kilkaset koszulek rozeszło się po Polsce w okamgnieniu, ale będzie je można dostać zamawiając prenumeraty "Zadry". Pani Izabeli Jarudze-Nowackiej koszulka z pogodnym apelem red. Łuczywo przypadła do gustu. Mam nadzieję, że samej autorce tego hasła także. Drżę tylko z niepewności, czy biskupowi od betonu będzie w niej do twarzy”.

Nie pamiętam już, czy posłałyśmy koszulkę biskupowi, pamiętam za to, że koszulkę dla pani Łuczywo zaniosłyśmy osobiście do redakcji „Wyborczej” na Czerskiej w Warszawie, bośmy akurat przebywały w stolicy z siostrzaną wizytą. Do dziś nie mam pewności, czy portier zatrzymał tę odzież dla siebie czy też dotarła ona do adresatki. Jeśli ktoś z was widział/a kiedyś/gdzieś Helenę Łuczywo w czarnym tiszercie z cytatem z niej samej – Więcej feminizmu, mniej kwasu solnego! – dajcie znać.

17:26, pismozadra , okładki
Link Komentarze (1) »
wtorek, 17 listopada 2009
Literatura i rysunki

gemb10Z początku publikowałyśmy w „Zadrze” teksty literackie. Dacia Maraini, Joyce Carol Oates, Sara Maitland, Oksana Zabużko, Jolanta Brach-Czaina i najczęściej – Olga Tokarczuk. Pięknymi i niezwykłymi ilustracjami do nich były rysunki mieszkającej w Zielonej Górze Urszuli Gembary – jej kapryśna kreska, która wyczarowywała bajkowe i ironiczne kształty i klimaty, wyginające się księżniczki, pochody wielkich głów, zwielokrotnione twargemb2ze, ręce jak koronki, dziecięce uśmiechy, kwiatki i serca trzymane czubkami cienkich palców, grube kobiety frunące z teczkami w saltach i szpagatach. Ale potem zaczęłyśmy skąpić zadrzanego miejsca na literaturę, bo uginałyśmy się pod naporem feministycznej publicystyki. Uważałyśmy, że właściwym miejscem na debiut pisarek są pisma literackie, których i 10 lat temu, i dzisiaj, jest w Polsce bardzo dużo. A pismo feministyczne było (i jest) tylko jedno. Nie powinno być workiem, do którego wrzuca się wszystko jak leci: beletrystykę, wiersze, felietony, teksty interwencyjne, organizacyjne raporty itp. W feministycznym piśmie ważna jest feministyczna publicystyka. Jej miejsce jest głównie w działach „Co się dzieje” i „Łuska z oka”. Ale dział kulturalny zawsze był oblegany przez teksty i z czasem mocno się rozrósł. Rósł, rósł, aż ręce i nogi zaczęły mu wystawać przez okna, drzwi i przez komin – a on rósł dalej, i nadal rośnie w najlepsze. I wygląda to trochę jak na rysunkach Urszuli Gembary :-).

22:46, pismozadra , rysunki
Link Dodaj komentarz »
Nazywam się Bolka. Matka Bolka.

Kiedy prezentowałam w "Zadrze" pierwszy występ mojego feministycznego kabaretu, przedstawiłam przegląd prasy z okazji Dnia Mężczyzn. Leciało to tak:


Matka BolkaGłos Polki Prawdziwej, XXL. Po raz kolejny z okazji Międzynarodowego Dnia Mężczyzn 8 marca wstrząsnęły krajem histeryczne demonstracje maskulinistów. RMP (Ruch Maskulinistów Polskich) protestuje co roku przeciw dyskryminacji mężczyzn, zarzucając rządowi Jolanty Buźki lekceważenie problemów reprodukcyjnych mężczyzn i tendencyjne przedstawianie ich problemów w prasie. Na ręce prezydenty Aleksandry Słodkiewskiej maskuliniści złożyli petycję o przestrzeganie ich praw pracowniczych. Utrzymują jak co roku, że wymawianie pracy pracownikom płci męskiej zdolnym do zapładniania oraz obowiązkowe testy na żywotność plemników godzą w ich męską godność. Demonstracje maskulinistów spotkały się z pobłażliwą reakcją zdrowo myślących Polek. Ministry rządu Buźki po raz kolejny podkreśliły, że nie ma politycznej woli traktowania mężczyzn na specjalnych prawach. "Wszystkie musimy się pogodzić z niedoskonałościami i ograniczeniami, które narzuca nam natura" – powiedziała minister pracy i opieki socjalnej, Jamroża Kuchara. Min. Kuchara wypowiedziała się nieco obszerniej niż pozostałe polityki: "Dotyczy to również naszych panów, których miejsce jest nieodwołalnie w warsztatach samochodowych, fabrykach i hutach, a nie w polityce czy na ulicy. Radziłabym wojującym maskulinistom zadbać o swój męski honor poprzez wzorowe wykonywanie obowiązków, zamiast ośmieszać się zacietrzewionymi wystąpieniami, które nie licują z naturą mężczyzny. Bogini nie po to dała naszym przystojnym panom silne ciało i ścisły umysł, żeby marnwoali je w tak trudnych dziedzinach życia jak polityka czy kultura."

Lewa Polka, żai (Żeńska Agencja Informacyjna) Jak co roku 8 marca maskuliniści zorganizowali w całym kraju protesty. Usiłują zwrócić uwagę na swoją opłakaną sytuację społeczną i polityczną. Grupy kilkudziesięciu przystojniaków przeciągnęły ulicami naszych miast skandując hasła "Co je moje to je moje", "Zlikwidować banki spermy" i "Precz z Janiną Korwin-Mikką". Na jednym z transparentów rozbawione przechodnie i kierowce przeczytały hasło "Kobiety! Od waszych szczypów bolą nas pupy!" i "My też mamy życie wewnętrzne (i to wcale nie są jelita)". Grupka rozwścieczonych maskulinistów krzyczała coś o nadinterpretowaniu natury, wymachując przy tym pięknie, trzeba przyznać, umięśnionymi ramionami. Na koniec odśpiewano obsceniczny hymn maskulinistów "Baba z wozu, koniom lżej" i obrzucono policjantki i obserwatorki krawatami oraz płynami po goleniu, które maskuliniści jak zwykle dostają 8 marca w swoich zakładach pracy. Do chwili zamknięcia numeru nie udało się ustalić, czy rzeczywiście w niektórych fabrykach wprowadzono kursy haftowania krawatów i czy szefowe fabryk rzeczywiście rozcieńczają wodą płyny do golenia, aby zaoszczędzić na kosztach.

Nowy Mężczyzna, pit. Bilans naszych demonstracji: kolejnych kilkaset poszczypanych pup, kilkadziesiąt siniaków od "czułości" naszych wspaniałych dam, udawane wsparcie (a w rzeczywistości drwina) w prasie lewicowej, szyderstwa na prawicy, namaszczone pouczenia ze strony Świątyni matriarchalnej. Kiedy w końcu nasze piękne panie (tak, wiem, że za to kpiarskie określenie mogą polecieć głowy, już nieraz tak bywało) –  kiedy więc nasze panie zrozumieją, że mężczyzna też jest człowiekiem, a nie tylko siłą roboczą? My, maskuliniści, nie zaprzeczamy, że natura wyposażyła nas w inność, że nasze ciała i umysły odstają nieco od człowieczej normy, czyli od kobiet. Ale i nam należy się odrobina szacunku, my także powinniśmy mieć prawo do decydowania w parlamencie np. o urlopie tacierzyńskim, na który w końcu to nas się wysyła, wmawiając kobietom, że dziecko potrzebuje kontaktu z ojcem, a matka może z nim tylko czasem wyskoczyć do kina. Owszem, jest kilku mężczyzn-rodzynków w naszym parlamencie. Ale to troszeczkę za mało. Naszym celem na najbliższe dziesięciolecie jest co najmniej 5 % mężczyzn w rządzie! (Wiem, że jestem radykalny..., no to może chociaż 3 %...)

Nadciąga Matka Bolka

JawienSzósty numer „Zadry” był  z kilku powodów specjalny. Po pierwsze, za sprawą uchachanej po pachy okładki – na której śmieją się matka i córka, Bożena Jawień i jej córka Kasia –  emanował bardzo pozytywną energią. Po drugie, drukarni coś się pomyliło i wydrukowała „Zadrę” na baaaaardzo grubym  i sztywnym kredowym papierze, który wyglądał jak dostojny hrabia we fraku, jak kłoda wypolerowanego dębowego drewna. Redakcja rozpaczała, drukarnia się kajała, lecz cóż poradzisz, człowiecze? Co się wydrukowało, to się już nie odwlecze. Pod ciężarem tego numeru „Zadry” zimą roku 2001 wielu listonoszy zrujnowało sobie kręgosłup. Po trzecie, Magdalena Środa, Kinga Dunin i Inga Iwasiów wzięły wtedy na zadrzany warsztat modną naonczas socjobiologię, co dało bardzo interesujące efekty.

Po czwarte, na stronę redakcyjnego wstępniaka wepchnęła się niejaka Chochlica, odpowiedzialna za literówki i pomyłki (rzadkie). Chochlica nagłośniła w swoim wystąpieniu, co następuje (i to jest „po piąte”, może najważniejsze): „Rzućcie okiem na koniec "Zadry"! Zauważyłyście? Tak jest, Matka Bolka jest znowu wśród nas i od tego numeru już nas nie opuści. Najpierw była feministycznym fanzinem, wystukiwanym na maszynie do pisania w zamierzchłych początkach lat 90. zeszłego tysiąclecia, a teraz przemyciłam ją do "Zadry" – bo jedna pani powiedziała w radiu, że feministki nie mają poczucia humoru. Śmiesznie, prawda?”.

No i od tego czasu na ostatniej stronie pisma nastały zamordystyczno-humorystyczne rządy Matki Bolka, które oby trwały po wieczne czasy, ament.

Krzysztof Tomasik o 10 latach Zadry

Wczoraj, kiedy zadrzany blog nabierał treści, Krzysztof Tomasik, jeden ze stałych współpracowników „Zadry”, zamieścił na stronach „Krytyki Politycznej” felieton zatytułowany „10 lat Zadry”. Ponieważ nie wiedział, że trwają właśnie intensywne prace przed premierą bloga i roztrąbieniem wszem i wobec 10-lecia „Zadry”, zaczyna swój tekst od słów: „Czekałem, czekałem i się nie doczekałem. Stara zasada mówi jednak, że jak chce się o czymś przeczytać, trzeba samemu to napisać. Nie pozostaje więc nic innego, jak ogłosić (przypomnieć?), że 10 lat skończyła “Zadra”, jedyne pismo feministyczne na polskim rynku”. Ha, Krzysztofie! Po trzykroć ha! ;-) Czy redakcja powiedziała ci kiedykolwiek, że jesteś fajnym i wspierającym współpracownikiem? Jeśli nie, to mówi ci to teraz publicznie i ściska czule.

A oto co tłustsze kąski z jubileuszowego felietonu: „(…) mniej lub bardziej regularnie pojawiały się kolejne numery, w sumie 30. (O p-pardon, właśnie ukazał się numer 40 i 41 w jednym – wtręt od redakcji.) Nie ma sensu ich streszczać, powiem tylko, bo ta kwestia zawsze wywołuje dużo emocji, że pismo nigdy nie było zamknięte dla mężczyzn, publikowali właściwie od początku, a jeden trafił kiedyś nawet na okładkę”.

PalusinskiOch, to prawda, na okładkę trafił wskutek karkołomnej sesji zdjęciowej na stoku góry Ciecień Robert Palusiński – szaman, psychoterapeuta, znawca muchomorów, późniejszy trener pływania i rzucania palenia. Pierwsze teksty sygnowane męską krwią ;-) pojawiły się już w „Zadrze” nr 3. Poznański student Maciej Kijko zastanawiał się w tytule swojego artykułu „Czy mężczyzna może być feministą?” i kończył tekst tak: „Mam nadzieję, że pytanie zadane na początku utraciło swoją paradoksalność. Jestem feministą (ironicznym, dodałbym), bo nie jest mi obojętny los kobiet, które frustruje fakt, że ugrzęzły w kulturowym schemacie”. W tym samym numerze Marek Styczyński, muzyk awangardowy (Karpaty Magiczne), pisał o niezbyt jeszcze znanej w Polsce islandzkiej artystce Bjoerk. Poczet mężczyzn zadrzanych można by kontynuować (ale po co? – zapytałoby niejedne indywiduum genderowo-queerowe).

Inne tłuste kąski z tekstu Krzysztofa: „Nie wiem ile feministek i feministów wychowało się na “Zadrze”, ale wiem, że swego czasu znalazłem tam perspektywę, której nie było nigdzie indziej”. „W wielu kwestiach “Zadra” wyprzedzała o kilka długości ówczesny dyskurs medialny”. "Na łamach “Zadry” ukazały się teksty Agnieszki Graff i Kazi Szczuki, które znalazły się potem w “Świecie bez kobiet” i “Milczeniu owieczek”.Do felietonu "10 lat Zadry" -  tędy. Miłej lektury.

poniedziałek, 16 listopada 2009
Staruszka poszukuje hulajnogi

hugajnolaTo wcale nie była taka znowu staruszka. Miała ok. 60 lat i była (jest do dzisiaj) ulubioną czytelniczką redakcji, uważną, wspierającą i krytyczną. Poprosiła, żeby zamieścić jej ogłoszenie na jednej z pierwszych stron „Zadry”.

Staruszka poszukuje hulajnogi.

hulajnoga@interia.pl

I nie były to czasy, kiedy hulajnogi wchodziły w modę. Ale „Zadra” jest przecież pismem, poprzez które młodsze i starsze staruszki jak najbardziej mogą znaleźć swoją wymarzoną hulajnogę. ”Zadra” wręcz popiera hulajnogi dla staruszek, a nawet sama chciałaby być taką hulajnogą. Hulajzadrą.

22:36, pismozadra , wtręty
Link Dodaj komentarz »
Pierwsze listy do redakcji

Szanowna Redakcjo, chciałabym podziękować Wam za pismo „Zadra”. Jestem 25-letnią kobietą, absolwentką wydziału prawa na UW, a obecnie etatowym aplikantem sądowym w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Zastanawiam się też nad rozpoczęciem nauki na gender studies na UW.

Feminizmem zaczęłam interesować się od 8 klasy szkoły podstawowej, kiedy to w nagrodę za dobre wyniki w nauce otrzymałam książkę George’a Bidwella „Bunt długich spódnic”. Do dziś jest moją ulubioną książką, ponieważ otworzyła mi oczy na wiele spraw i ukształtowała światopogląd – trudny do zaakceptowania dla wielu osób. Od dawna czekałam na pismo dla mnie. Jednakże jak dotąd nie było na polskim rynku wydawniczym inteligentnego pisma o kobietach i dla kobiet. Dlatego kiedy przeczytałam w „Gazecie Wyborczej” że powstało pismo feministyczne „Zadra”, bardzo się ucieszyłam. Dotąd musiały mi wystarczyć krótkie felietony pani Kingi Dunin w „Wysokich Obcasach”. Wreszcie ktoś pisze i myśli w ten sam sposób, co ja. Niestety, kupno „Zadry” w Warszawie nie jest rzeczą prostą. Postanowiłam udać się po informacje do Centrum Praw Kobiet, gdzie podano mi namiary na wydawcę „Zadry”. Jednakże tego samego dnia przypadkowo znalazłam się w Empiku, gdzie na półce z czasopismami kobiecymi znalazłam „Zadrę”. Po przyjściu do domu przeczytałam cały numer i pomyślałam, że jednak jest możliwe stworzenie ciekawego czasopisma bez kolorowych zdjęć i głupawych porad.

Z niecierpliwością czekam na następny numer. Nie wiem, czy już wyszedł, gdyż w kioskach i Empikach nic nie wiedzą. Ale będę szukać.

Anna Maria Kowalik, Warszawa

listyWitam, w pierwszym momencie spojrzałam z niechęcią – o rany, znowu że kobiety są dyskryminowane, no ile można, niech każda kobieta próbuje działać po prostu na własnym podwórku i żyć tak, jak uważa za stosowne, łamać te stereotypy, które jej przeszkadzają i nie przesadzać. A potem uderzyła mnie taka wypowiedź: „Łapię się na tym, że nie doceniam kobiet, lekceważę je …” I moja refleksja -  ależ tak, ja też! I bardzo proszę zwracać mi na to uwagę, skrytykować!

Wniosek, hmmm… Sądzę, że strasznie dużo jest kobiet, które nie wiedzą tak naprawdę, co mają zrobić ze swoją kobiecością. Chcą mieć równe szanse itd.,  ale same nie wierzą, że im się to należy. Sądzą, że są gorsze, mniej wartościowe, nie potrafią się docenić, z podziwem patrzą na mężczyzn i boli je, że nie mają szacunku dla siebie. (…) Ja sama nigdzie specjalnie nie dałam się zepchnąć – sama się utrzymuję, pracuję w mocno zmaskulinizowanym czasopiśmie… Chciałabym czytać więcej tekstów o kobiecej tożsamości, o tym jak szanować samą siebie, własną odrębność. Myślę, że tu jest strasznie dużo do zrobienia.

Dorota Konowrocka

Ciekaw jestem, kiedy będzie kolejny numer tego pisma. Bardzo mi odpowiadaja poruszane w nim tematy, a i oprawa graficzna jest całkiem dobra. Oby tak dalej.

Kropek, Białystok

Chcę wam napisać, jak stałam się czytelniczką „Zadry”, a razem ze mną mój chłopak. Najpierw zobaczyliśmy nad tytułem napis „pismo feministyczne” i Zbychu od razu zrobił w tył zwrot w kierunku półki z magazynami o motocyklach (jest rajdowcem). Ale pokazałam mu ten tytuł z dołu okładki („kocham kobiety, uwielbiam mężczyzn”), no i kupiliśmy. Drugi numer był jeszcze lepszy niż pierwszy, tylko dawajcie więcej fotek. Trzymamy kciuki.

Zbigniew Szmyt, Beata Skoczylas, Zielona Góra

 
1 , 2