|
Blog > Komentarze do wpisu
Jak język nami mówi
Dyskusja po pokazie filmu „Podziemne państwo kobiet” pokazała „kilka rzeczy co nienowe”. Nienowe jest to, że na feministyczny film o aborcji przychodzą osoby, którym trudno jest ze sobą dyskutować, bo raczej się w wielu sprawach ze sobą zgadzają. Nienowa jest też trudność z wystawieniem nosa poza własne podwórko, czyli poza duże miasto (Warszawa), w którego szarych blokach obskurni ginekolodzy robią aborcje młodym dziewczynom. Dyskutanci i dyskutantki doceniali odwagę dziewczyn, które opowiadały w filmie o swoich aborcjach (reżyserki pokazywały tylko fragmenty ich twarzy). Wszyscy chyba zgadzali się co do tego, że zabrakło w filmie relacji kobiet/dziewczyn z niewielkiego miasta czy miasteczka, nie mówiąc już o wsi. W pewnym miasteczku piękny samochód miejscowego ginekologa ozdobił któregoś razu wydrapany gwoździem napis: „Nie drzyj tak z tych babów, ch…ju”. Co nam to mówi? Że aborcje na polskiej prowincji są drogie i że to wcale ale to wcale nie podoba się „sprawcom ciąż”. Analizując dalej przekaz wydrapany gwoździem, można zauważyć niepokojące obarczanie kobiet („babów) kosztami aborcji. Czyżby na prowincji kobiety były jedynymi odpowiedzialnymi za swoje ciąże i za aborcje?
Jedynymi osobami w filmie „Podziemne państwo kobiet”, które mówiły o aborcji otwartym tekstem, wprost, bez używania pokrętnego języka a la pro-life, były feministki Wanda Nowicka z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, Ewa Dąbrowska-Szulc z Pro Feminy i kobieta określona na filmie jako Teresa. No i oczywiście występująca także w filmie Rebecca Gomperts z załogi statku "Langenort". Było to jak ożywczy powiew. Nie mówiły o „dokonaniu” lub „przeprowadzeniu” aborcji, za to określały ją wprost: „usunąć” lub „przerwać ciążę”. Mimo że od wielu lat mówi się o przegranej przez feministki bitwie o język, którym określa się aborcję (cywilizacja życia kontra cywilizacja śmierci, życie nienarodzone/poczęte kontra zarodek, dziecko kontra płód), dziewczyny opowiadające o swoich aborcjach i związanych z nimi przejściach używają bezrefleksyjnie języka, który symbolicznie spycha je do podziemia. Takiego języka używało też wiele spośród rozmawiających o tym w Młynku osób. Trudno o lepszy przykład na to, jak język mówi nami – a nie my językiem. wtorek, 22 grudnia 2009, pismozadra
|